Biblioteka ZSOiZ w Ciężkowicach

Artykuły i recenzje

Jarek Szulski – „Zdarza się”

Książkę Jarka Szulskiego przeczytałam jednym tchem. Każdy, kto był, jest lub zamierza być nauczycielem także powinien to zrobić! Jest to pasjonująca opowieść o stawaniu się nauczycielem, o byciu nim, o szkole – jaka jest i mogłaby być: błędy młodości, bolączki dojrzewania, niezapomniane wycieczki, zwykłe codzienne sytuacje i niezwykłe lekcje, a do tego potężna dawka humoru. To historia dla wszystkich, bo też wszyscy jesteśmy, bądź byliśmy uczniami Powieść Jarka Szulskiego prowokuje i edukuje. To historia o różnych światach młodych i dorosłych. Zainteresuje nie tylko młodych, ale także nauczycieli i rodziców, którzy chcą znaleźć klucz do swoich prawie dorosłych dzieci. „Powieść pokazuje nam, dorosłym, że 15-latki to dziś już nie małe dzieci, a z drugiej strony bezlitośnie obnaża naszą małość, niedojrzałość i niedostrzeganie ich problemów i wrażliwości.
Zachęcam do lektury dorosłych nastolatków (bo to książka o was, a do tego prawdziwa i świetnie się czyta), nauczycieli i rodziców (bo też jest o was i zawiera klucz do waszych relacji z młodymi ludźmi).
Ale ostrzegam – w „Zdarza się” są mocne kawałki!

M.G.


Poznawanie historii może być przygodą!
Wpadła mi w ręce „Wojenna odyseja Antka Srebrnego 1939–1944”. – Komiks, kilka odrębnych zeszytów, z których każdy dotyczy innego wydarzenia z lat 1939 – 1944. Ale to, co mnie zachwyca, to sposób ukazania wydarzeń. Bohaterem tych komisów jest Antek Srebrny- młody badacz historii. Dzięki Niemu uświadomiłam sobie, że historię można poznawać na wiele sposobów.

Polecam- Fanka Antka


Szeptucha” – Katarzyna Berenika Miszczuk
Porywająca, świetnie napisana powieść, w której XXI-wieczną Polską nadal rządzą Piastowie, a wiara i obrzędy przodków są cały czas żywe. A wszystko przez to, że Mieszko I zdecydował się nie przyjąć chrztu…
Gosława Brzózka, zwana Gosią, po ukończeniu medycyny wybiera się do świętokrzyskiej wsi Bieliny na obowiązkową praktykę u szeptuchy, wiejskiej znachorki. Problem polega na tym, że Gosia – kobieta nowoczesna, przyzwyczajona do życia w wielkim mieście – nie cierpi wsi, przyrody i panicznie boi się kleszczy. W dodatku nie wierzy w te wszystkie słowiańskie zabobony. Bogowie nie istnieją, koniec, kropka! Pobyt w Bielinach wywróci jednak do góry nogami jej dotychczasowe życie. Na Gosię czeka bowiem miłość. Czy jednak Mieszko, najprzystojniejszy mężczyzna, jakiego do tej pory widziała, naprawdę jest tym, za kogo go uważa? I co się stanie, gdy słowiańscy bogowie postanowią sprawić, by w nich uwierzyła? Słowiańskie bóstwa, pradawne obrzędy, romans, a przede wszystkim – solidna dawka humoru!
Powieść jest bardzo prawdziwa i przemawia do wyobraźni czytelnika. Postacie baśniowe przewijają się pomiędzy śmiertelnikami i żyją z nimi w symbiozie. Przyjaciółka-rusałka, kolega-płanetnik, zbir-wąpierz, czy nieśmiertelny pradawny władca Polan, to tylko niektóre z postaci, pojawiających się na kartach powieści. Autorka zaskakuje i intryguje. Akcja mknie jak wicher i porywa czytelnika do tej zupełnie innej Polski.
Doskonale bawiłam się podczas lektury tej powieści .Zdecydowanie polecam – naprawdę warto.

Katarzyna


„Ten świat jest równie piękny, co niebezpieczny. Ludzi, którzy popełniają błędy, po prostu się eliminuje.” – w zasadzie w tych słowach można by zamknąć opis świata w książce „Czerwona Królowa”, z cyklu o tej samej nazwie, autorstwa Victorii Aveyard. Ludzie, którzy żyją w tamtym świecie, także są piękni i niebezpieczni, ale sami też muszą się mieć na baczności. Podobnie jak my- czytelnicy- biorąc tę książkę do ręki.
Sięgając po tę książkę po raz pierwszy niedługo po samej premierze, byłam pewna, że będzie to kolejna przereklamowana powiastka, która znudzi mi się po trzech rozdziałach. Dziś mogę śmiało powiedzieć, że wyciągnięcie ręki po tę „powiastkę”, było jedną z lepszych decyzji- nie tylko wciągnęła mnie, ale też nieustannie intrygowała; chciało się ją czytać, a przy tym była dość lekką lekturą. Sam pomysł podziałów na pewnego rodzaju kasty przypominał inne książki dla młodzieży jednak Victoria Aveyard dodała coś nowego – roli społecznej się nie wybiera. Bohater nie ma dylematów do jakiej grupy należeć. Ona jest wpisana w ludziach – dosłownie w ich krwi.Wszystko za sprawą głównej bohaterki- Mare Barrow, której los przesądzony jest dzięki barwie jej krwi. Jest „Czerwoną”, czyli człowiekiem niższego stanu, skazanym na niepowodzenie. Czerwona barwa krwi jest w tym świecie niczym metka przy ubraniu- rozróżnia ludzi na lepszych i gorszych. Sama Mare czeka na pobór do wojska, ponieważ nie ukończyła terminu, który obowiązuje właśnie Czerwonych. Czekając na swoje urodziny, przemyca i kradnie w wiosce, w której żyje. Będąc jednak przyłapaną, jej losy zmieniają się diametralnie- „(…) jesteś zarówno Czerwona, jak i Srebrna, i silniejsza od jednych i drugich. Sądzę, że jesteś przyszłością. Sądzę, że jesteś świtem nowego dnia.”A kiedy już przychodzi ten „nowy dzień” to nie możemy się czuć rozczarowani. W końcowej części książki znajdowały się dwa twisty fabularne, których się nie spodziewałam. Akcja ma miejsce w świecie stylizowanym na średniowiecze z lekką nutką technologii-misternie zbudowana hierarchia społeczna, co w żadnym wypadku nie jest wadą, a wręcz przeciwnie- nadaje powieści smaku i charakteru. Sprawia, że naprawdę jesteśmy ciekawi, co stanie się dalej. Czy obecne w powieści podziały będą się pogłębiać? A może odwaga i niezwykłość naszej bohaterki spowodują coś zupełnie innego?I choć jeden z bohaterów mówi, iż „Przeszłość jest o wiele wspanialsza od przyszłości.”, tu nie mogę się zgodzić, bo książka z każdą kolejną stroną była coraz lepsza.Także fabularnie- spoglądając na całą książkę, przyszłość rysuje się w dużo jaśniejszych barwach niż przeszłość.
Gdybym miała odpowiedzieć więc na pytanie, czy warto ją przeczytać? Jak najbardziej. Polecam i zachęcam do przeczytania jej, obiecuję też, że nie będziecie żałować! Dla osób zapoznanych z gatunkiem będzie to ciekawy miksfantasy i świata postapokaliptycznego. Z kolei, jeśli nie miałeś wcześniej styczności z tym typem twórczości, ta historia ustawi poprzeczkę bardzo wysoko i będzie nie do przeskoczenia dla wielu podobnych tytułów.

Klaudia Jasińska, kl. III LO


Natalie C. Anderson „Miasto świętych i złodziei”
Miasto świętych i złodziei opowiada o młodej Tinie mieszkającej w Sangui (Kenia), która po tym, jak ktoś 5 lat wcześniej zamordował jej matkę, uciekła z młodszą siostrą o imieniu Kiki z dotychczasowej rezydencji. Tina posłała Kiki do szkoły prowadzonej przez zakonnice, a sama dołączyła do gangu złodziei – Goondan. Całkowicie przestała przypominać siebie sprzed kilku lat. Jedna rzecz ciągle nie dawała jej jednak spokoju. Pragnęła pomścić śmierć matki. Żądza zemsty rozwijała się w niej od kilku lat, aż razem z gangiem zaczęła wprowadzać swój nikczemny plan w życie. Była przekonana, że mordercą jest ojciec Kiki – wpływowy i bogaty Roland Greyhill. W momencie rozpoczęcia długo wyczekiwanego działania napotyka na swojej drodze przeszkodę w postaci dawnego przyjaciela o imieniu Michael, który jest synem pana Greyhilla. Ich spotkanie rozpoczyna ciąg wartkiej akcji, gdzie wszystko może okazać się innym, niż początkowo zakładała główna bohaterka.To ogólny zarys fabularny, bez zdradzania zbytnich szczegółów. Już na tym moim wstępie powiem że po przeczytaniu tej książki moje odczucia względem niej są jak najbardziej pozytywne. Historia jest ciekawa i wciągająca, pełna zwrotów akcji i tajemnic które trzymają czytelnika daleko od nudy.
Mroczny thriller autorstwa Anderson spodoba się czytelnikom, którzy preferują tajemnice o wymiarze politycznym oraz grę o wysokie stawki, a zarazem tym osobom, które wolą rozwiązania w odcieniach szarości od tych czarno-białych. Osobiście polecam tą książkę wszystkim którzy zechcą zaznać wciągającej i mrocznej historii.Życzę dobrej zabawy.

D.T.


Każda część uniwersum Metra to eksperyment. Co prawda, każdy autor mozolnie dobudowuje cegiełki do tworzenia tego misternego świata, ale nie zmienia się jedno pytanie: Do czego zdolny jest człowiek, żeby przeżyć? Co czeka naszą rasę, gdy ten świat się skończy? Jak zmieni się ludzkość, nie tylko moralnie, ale i biologicznie?
Tym razem Denis Sabałow przedstawia nam swoją wersję nowego świata. Ci, którzy przeżyli, gnieżdżą się w podziemiach: bunkrach, stacjach… Poznajemy historię Daniły – chłopaka który całe życie spędził pod ziemią, ale od najmłodszych lat coś ciągnie go na powierzchnię. Ostatecznie spełnia swój cel- zostaje stalkerem, czyli człowiekiem przeznaczonym do przeszukiwania radioaktywnych pustkowi. Jak sam stwierdza: „Stalkerem nikt się nie rodzi, stalkerem się zostaje”, lecz zostaje ujawnione, że niektórzy mają ku temu większe predyspozycje. Swoisty dar – mutacje. Dużym plusem jest to, że autor stara się racjonalnie wytłumaczyć występujące u mutantów zjawiska. Ponadto pojawia się ulepszona flora i fauna. Bohater opowiada o tym, że widzi łąkę pokrytą dmuchawcami. Przecież to nic wielkiego… Rzecz w tym, że później dowiadujemy się, iż mają one wielkość człowieka i potrafią zapuszczać korzenie w takie organizmy, jak np. wciąż żyjącego człowieka.
Rozdziały zostały podzielone na dwa przeplatające się ze sobą rodzaje: w czasie rzeczywistym i retrospekcje. Bardzo często zdarza się, że retrospekcje nie wprowadzają niczego nowego lub zwyczajnie nudzą. Jednak w tym przypadku jest dokładnie odwrotnie. Niejednokrotnie przekartkowywałam książkę, żeby spojrzeć kiedy znowu zacznie się retrospekcja. Te rozdziały nie tylko pomagały nam zrozumieć, jak wyklarował się nowy porządek świata, ale również poznać motywacje głównego bohatera i dowiedzieć się czegoś więcej o wydarzeniach, które były tylko wspomniane w czasie rzeczywistym. Ponadto, autor jest miłośnikiem militariów i zaznaczył , że starał się, by wszystko było zgodne z rzeczywistością: od broni aż po taktykę. Wiele osób mogłoby to zniechęcić do książki, ale nie zostajemy przytłoczeni informacjami w tekście. Zostaje nam podane absolutne minimum, żeby zrozumieć treść, a reszta została dodana w formie przypisów, które- jeśli nie jesteśmy zainteresowani tematem- można śmiało pominąć. Od pozostałych powieści z uniwersum, Metro różni się nieco podejściem do tematu: ludzie nie chcą wrócić na powierzchnię, bo tylko w schronach czują się bezpiecznie.
Znaczenie samego tytułu zostaje nam wyjaśnione pod koniec książki i zostaje nam zadane kolejne pytanie: „Biorę, co chcę, prawem silniejszego. Ale kto ci powiedział, że masz to prawo, prawo do użycia siły, moralne prawo?” W skrócie- książka stawia pod znakiem zapytania ludzką moralność w obliczu głodu i śmierci.Niejednokrotnie zostaje nam udowodnione, że w świecie, w którym nie ma państw ani władz, panuje prawo silniejszego. A jeśli my zastosujemy to prawo, to czy możemy liczyć, że ktoś nie zastosuje go w stosunku do nas? Zostaje nawet przytoczony fragment „Zbrodni i kary”, który daje nam dobitnie do zrozumienia co dzieje się, gdy jeden człowiek uznaje, że jego prawa są warte więcej od praw innych.
Podsumowując – dobrze zobaczyć „Metro” w nieco innej osłonie. Szczególnie, jeśli jest się osobą znającą uniwersum. Serce mogło zabić szybciej, gdy przybysze przynoszą do schronu wieści, że w Moskwie też prawdopodobnie żyją ludzie…. A my, jako czytelnicy wiemy, że to prawda i znamy historię Artema. Polecam również dla nowych czytelników uniwersum, jako dobre wprowadzenie. Zwłaszcza dzięki opisom kilku miesięcy po globalnej katastrofie, podczas których kształtował się nowy porządek.

Weronika Szostek kl.III LO