Historia życiem pisana – spotkanie ze świadkiem historii

„Tu otwierał się inny świat, odrębny świat, do niczego nie podobny, tu panowały inne, odrębne prawa, inne obyczaje, inne nawyki i odruchy, tu trwał martwy za życia dom, a w nim życie jak nigdzie i ludzie niezwykli.

Fiodor Dostojewski
Zapiski z martwego domu

 

To motto spotkania młodzieży z panią Ireną Maraś mieszkanką Jastrzębi, które odbyło się w Zespole Szkół Ogólnokształcących i Zawodowych im. im. Ignacego Jana Paderewskiego 1 lutego 2018 roku, zorganizowane przez nauczyciela języka polskiego Beatę Porębską.

Uczestniczyła w nim młodzież naszej szkoły, uczniowie klasy trzeciej i czwartej Technikum oraz Liceum Ogólnokształcącego. Pani Irena opowiadała ze wzruszeniem o swoich przeżyciach z dzieciństwa, gdy jako dziesięcioletnie dziecko została wraz z mamą i młodszą siostrą wywieziona na Syberię. W 1939 roku w Równem, gdzie mieszkała i gdzie pracował jej ojciec w miejscowej komendzie Policji zastała ją wojna i noc sowieckiej okupacji. Tuż po wybuchu II wojny światowej straciła swoich najbliższych matkę, ojca i siostrę.

Pani Irena wspominała: „Rodzice kochali nas, prowadziliśmy dostatnie, szczęśliwe życie (…)Wraz z wybuchem II wojny światowej zawalił się nasz szczęśliwy świat. 13 marca 1940 roku o 200 w nocy przyszli po nas funkcjonariusze NKWD, Rosjanin i Żyd. Kazali nam się spakować w ciągu 20 minut (…). Zawieźli nas na stację kolejową. Tam załadowali do szczelnie zamkniętego wagonu towarowego, zatłoczonego ludźmi. Nikt nie wiedział, gdzie jedziemy” Pani Irena opowiadała dalej „Podróż trwała 3 tygodnie. Dotarliśmy do miasta Suchocin na dalekiej Syberii. (…) Ja z mamą i siostrzyczką dojechałyśmy do wioski Nowopryreczna (…) Wszyscy mieliśmy pracować w kołchozie. Rozpoczął wtedy się etap życia, który był pasmem męki, nędzy i głodu. Zdarzało się, że mróz w zimie dochodził do minus 50 stopni Celsjusza. Zesłańcy sprzedawali swój dobytek, który przywieźli z Polski, aby móc przetrwać. W czerwcu1940 roku (dwa miesiące po przybyciu do kołchozu) zmarła mama. Zostałyśmy z 5-letnią siostrzyczką same. Ludzie współczuli nam, ale nikt nie mógł nam pomóc. Siostrzyczka często płakała, a ja byłam bezradna. Często wybiegałam z ziemianki w daleki step i płakałam z żalu, głodu, bezsilności. Po trzech latach po śmierci mamy rozchorowała się Terenia, bardzo cierpiała. Po kilku dniach zmarła. Zostałam całkiem sama. Przygarnęła mnie rodzina pani Weroniki Pleskot, to ona pisała do rodziny mojego ojca, aby rozpoczęli starania o mój powrót do Polski. Na zesłaniu spędziłam 5 lat. Siostra ojca, ciocia Aniela poszukiwała mnie przez Czerwony Krzyż. Po powrocie do Polski zamieszkałam razem z ciocią w Jastrzębi, w gospodarstwie, którego spadkobiercą był mój ojciec” Młodzież chętnie słuchała tej opowieści, która była żywym świadectwem cierpienia, głodu, poniżenia i nieludzkich warunków, w których przyszło żyć naszym rodakom w tak trudnym dla nich czasie. Ta cisza w sali, gdy łzy spływały po twarzy naszego gościa po słowach „nie mogłam jej pomóc” tzn. siostrze.

Opowieść o losie małej dziewczynki, której ojca policjanta prawdopodobnie zabito w Ostaszkowie, mama zmarła na nieludzkiej ziemi z wycieńczenia a siostra w straszliwych bólach na jej oczach odeszła była też lekcją swoistego dziękczynienia za wolną i niepodległą Polskę. Na zakończenie uczniowie mieli możliwość obejrzenia pamiątek przyniesionych przez naszego gościa oraz zrobienia pamiątkowych zdjęć.

Beata Porębska
nauczyciel j. polskiego